Wiele internetów
W ostatnich 25 latach życia rezydowałem już w kilku Internetach. W jakim Ty mieszkasz dziś?
21/02/2026
Zawsze kiedy podczas wykładów wysuwam koncepcję wielu Internetów, na sali momentalnie zapanowuje konsternacja. Dużo mniej dziwią nas nagłówki o tym, że Internet jest dziś niemalże martwy, niż te, że w każdej szerokości geograficznej – technologicznie rzecz ujmując, ta sama – sieć jest dla ludzi czymś zupełnie innym. A ta perspektywa ma kluczowe znaczenie.
Dlaczego?
Internetowe miasta
Internet w każdym zakątku naszej planety jest czymś zupełnie innym – kontrowersyjne? Być może, ale to nie koniec. W każdym kraju jest wykorzystywany inaczej, w każdym mieście, a ostatecznie – w każdej głowie. Jakiś czas temu moją uwagę przykuł ten tekst, którego autor, Ed Zitron, ukuł pojęcie „kilku Internetów”. W istocie nie ująłbym tego lepiej, ale po kolei.
Dawno zdałem sobie sprawę, że istnieje Internet niezależny od mojego. Między innymi dlatego nadal celowo stosuję pisownię tej nazwy z wielkiej litery – ponoć tak robią starzy ludzie […] Jeden z wielu, który wydaje się działać całkowicie poza tym, który ja znam i z którego sam korzystam na co dzień. Brzmi jak brednie? Zastanów się nad tym chwilę. Liczba informacji, która każdego dnia przelewa się przez sieć, jest tak duża, że już dawno zaczęła tworzyć coś w rodzaju podsieci, które trafiają do każdego i każdej z nas w odmienny sposób. Poszczególne media społecznościowe serwują je inaczej, bazując na nawykach osób, które obserwują innych przez całą dobę. Stąd przestały mnie dziwić te sytuacje, podczas których rozmawiam ze znajomymi i słyszę: „Nie wiem, o czym mówisz. Jak to wszędzie? Ja na to nie trafiłem!”.
Wszyscy ulegamy złudzeniu, że jeżeli jakąś informację uznamy za subiektywnie ważną, trafi ona do wszystkich. Percepcyjnie nadal nie mieści nam się w głowach inny scenariusz. W okresie mikołajek możemy mieć wrażenie, że w sieci wszyscy trafiamy na to samo, prawda? Albo po premierze iPhone’a, o ile sami używamy sprzętów Apple. Kiedyś częściami Internetu, za którymi tęskniliśmy, wracając ze szkoły czy uczelni, były niszowe fora, kanały IRC czy wspominane po dziś dzień nad Wisłą narodowe dobro w postaci komunikatora Gadu-Gadu. Teraz wkraczamy w trzecie pokolenie, które urodziło się z pełnym, nieskrępowanym dostępem do internetu. Naturalnie osób online jest też coraz więcej. W momencie pisania tych słów to już 5,6 miliarda użytkowników, co stanowi około 67–68% globalnej populacji. Pierwsza ankieta Netcraft z sierpnia 1995 r. wykazała 18 957 stron w sieci. 16 lat temu internet miał 100 milionów stron. Blogi i witryny małych firm spowodowały gwałtowny wzrost tej liczby, przy równoczesnym ogromnym wzroście bezpłatnych platform blogowych od Google czy Microsoftu. Wtedy nie mogliśmy uwierzyć w te 100 milionów. Dziś to już prawie 2 miliardy! Każdy „swoim internetowym” domem nazwie coś zupełnie innego. Ten Twój Internet będzie czymś zupełnie innym niż mój.
Ta entropia jest dla mnie zachwycająca.
Wystarczy, że jedna osoba podejmie jakąś decyzję (patrz przykład dawnego Twittera i Elona Muska) i nagle czujemy, że coś tracimy. Nie chcę wiedzieć wszystkiego, za wszystkim nadążać, być świadomym każdej subkultury, pojawienia się laleczek Labubu ani szukać idealnego, wirtualnego miejsca dla wszystkich – pozbawionej wad społeczności, którą ktoś od początku tak właśnie zaprojektował. Właśnie to robi dziś AI, do czego za moment przejdę. W jednym z tekstów dotyczących majsterkowania przeczytałem piękne zdanie. Idealnie pasuje ono jako puenta dyskusji o końcu Internetu, jaki znamy z dawnych lat (zostawiam je w oryginalnej, angielskiej wersji, aby zachować sens gry słów):
„We started off upgrading a machine — and wound up upgrading ourselves”.1
Masz swoją sieć i dobrze Ci w niej? Doceniaj to i tych, którzy nadal ją tworzą. Łatwo napisać, trudniej wdrożyć w czasach, gdy boty i generatywna sztuczna inteligencja, de facto na naszych oczach, przemalowują sporą część internetowych miast i dróg; przy okazji usuwając wszelkie drogowskazy. Mamy podążać za tłumem, którym kieruje algorytm. Raz skupiony na niższej cenie, innym razem na pięknym widoku, a jeszcze kiedy indziej na skrajnie negatywnych emocjach.

Teoria martwego internetu
Meta zapowiedziała ostatnio, że na Facebooku i Instagramie będą postować boty udające zmarłe osoby. W Azji już dziś istnieją całe farmy AI influencerów, testerów, klikaczy, sprzedawców i wszelkiej maści inne cyfrowe światy, o których dokładnym działaniu czy skali nikt z nas nie ma bladego pojęcia. Media technologiczne w Polsce i na Zachodzie właściwie z miejsca rzuciły się na komentowanie tych doniesień, ogłaszając ostateczny koniec „żywego internetu”. Czyli jakiego? Zakładam, że twórcom chodzi o sieć, w której przebywają ludzie, a nie boty AI. Kluczowe, w mojej ocenie, jest tutaj to, kto komentuje te lub inne ruchy big techów.
Jeśli robi to dziennikarz z kilkunastoletnim doświadczeniem, który pamięta niejedną rewolucję technologiczną zza swojego wygodnego, drewnianego biurka w Nowym Jorku czy Warszawie – ta perspektywa będzie mimowolnie odbiciem jego własnych wspomnień i doświadczeń z czasów, gdy o smartfonach nikt nawet nie marzył. Będzie niejako projekcją sumy strachów i lęków, które gdzieś tam wszyscy odczuwamy, pamiętając zdecydowanie bardziej analogową niż cyfrową rzeczywistość. I mówię to także do siebie samego, żeby była jasność! Tymczasem cytując Housela:
Nowe technologie potrzebują lat lub dziesięcioleci, aby ludzie w ogóle je dostrzegli, a następnie kolejnych lat lub dziesięcioleci, aby je zaakceptowali i wykorzystywali. Pokaż mi nową technologię, która spotkała się od razu z powszechnym uznaniem i ciepłym przyjęciem.
Tak wiele, mówi się o przebodźcowaniu, a – jak trafnie zauważa autor Bartłomiej Kluska:
Jeszcze w latach 90. Stanisław Lem w felietonie dla miesięcznika „PC Magazine po polsku” (później przedrukowanym w tomie „Bomba megabitowa”) uskarżał się, że dociera do niego tyle treści, iż nie jest w stanie ich przyjąć i przetrawić. A przecież pisarz […] korzystał wówczas wyłącznie z drukowanych źródeł.
Takie, teoretyczne, rozważania mogą mieć solidne poparcie w badaniach, nauce i wszelkiej maści doktoratach.
Gdy jednak zapytamy o „martwy” Internet ucznia z kraju, w którym dostęp do sieci jest maksymalnie kontrolowany przez rząd lub wręcz cenzurowany – z pewnością nie wytoczy przed nami salwy argumentów dotyczących technokratów. Za to istnieje spora szansa, że dzięki jakiemukolwiek dostępowi do Internetu osoba ta mogła na przykład nauczyć się języka lub dowolnej innej umiejętności. I serio, nawet jeśli narażona była przy tym na styczność z najgorszą stroną sieci to możliwe, że alternatywą był analfabetyzm.
Perspektywa zmienia wszystko.
Czy zatem nie zgadzam się z tym, że Internet – ten mój, który znam z codzienności w ramach wąskiej bańki zainteresowań, do której przynależę – jest zalewany AI slopem i właściwie człowieka jest w nim z dnia na dzień mniej? Byłbym hipokrytą, gdybym negował ten stan rzeczy, ale jeszcze większym, gdybym opuścił dłonie i wywiesił białą flagę z napisem „Dobrze, AI bierze wszystko”. Jeżeli ktoś w lutym 2026 roku już uważa, że jedynym wyjściem u progu naprawdę niewyobrażalnej na ten moment rewolucji, która dzieje się na naszych oczach, jest bierne podążanie za przerażonym i zrezygnowanym tłumem – nie tylko Internet, ale powoli nasza codzienność zaczyna być martwa. Zbyt ostro?
Spójrzmy na to ze stoickiego punktu widzenia i dychotomii kontroli nad rzeczami zależnymi i niezależnymi od nas.
Czy masz na tyle sił i sprawczości, aby z dnia na dzień zatrzymać przekształcanie sieci społecznościowych i szerzej – Internetu (rozumianego globalnie) w AI slopową papkę? No nie.
Czy jednak w ramach Twojego Internetu (takiego, który odwiedzasz każdego dnia) możesz zdecydować, w które ulice już nie skręcasz, do czego i w jakiej ilości wykorzystujesz te – żywe – znajomości budowane latami i w końcu – kiedy faktycznie sięgasz po AI w konkretnym celu? W Twojej skali – tak.
Czy masz wpływ na to, że ktoś trafił na inne rzeczy w swoim Internecie i uznał je za najważniejsze na świecie, dla świata, tu i teraz, zawsze oraz na zawsze? No nie. Możesz jedynie dać wciągnąć się w jałowe dyskusje i stracić czas oraz kawałek życia. Twoje, ludzkiego, ograniczonego czasu!
Czy możesz jednak zamiast tego zająć się tym, co uważasz za ważne tu i teraz, w Twojej rzeczywistości – co rozumiesz lub właśnie nie rozumiesz, ale intencjonalnie zrozumieć chcesz? Tak, i ta sprawczość jest o wiele większa, niż próbują Ci wmówić nagłówki o przejęciu przez AI wszelkiej kontroli.
Marek Aureliusz pisał o tym 1846 lat temu:
Nie przestaje mnie to zadziwiać, że wszyscy kochamy siebie mocniej niż innych ludzi, ale bardziej przejmujemy się ich zdaniem niż własnym.2
Zastanów się na chłodno – co jest bardziej martwe? Internet pełen botów i slopu czy życie, w którym ten slop zaczyna być jedyną znaną wersją rzeczywistości, bo „przecież nie masz wpływu na AI…”?
Przed tygodniem pisałem, że wcale nie jesteśmy za głupi na tę rewolucję, no chyba że jeszcze przed wykupieniem subskrypcji głęboko zakopiesz swoje człowieczeństwo, a potem wpiszesz prompt:
„Wyszukaj mi miejsce w sieci, w którym według innych jest dużo ludzi, a nie AI” – zapytał żywy człowiek, który zapomniał, że żyje.
Yes Man
Prawdopodobnie kojarzysz słynny cytat Steve’a Jobsa na temat mówienia „nie”:
Ludzie myślą, że skupienie oznacza powiedzenie „tak” rzeczy, na której musisz się skupić. Ale to w ogóle nie o to chodzi. Chodzi o powiedzenie „nie” stu innym dobrym pomysłom, które istnieją.
Ale chwileczkę, mamy teraz sztuczną inteligencję, prawda? Nie musisz mówić „nie” tysiącom rzeczy. Możesz mówić „tak” wszystkim rzeczom – generować je wszystkie jednocześnie, czyż nie? Zatem naturalne wydaje się pytanie: Czy naprawdę trzeba „dokładnie wybierać”, skoro AI może zrealizować prawie wszystko, czego wcześniej nie można było zrobić z powodu rozmaitych ograniczeń?
Tak. Wiesz dlaczego?
Bo ten konkretny przypadek doskonale pokazuje, że od przybytku głowa (dosłownie) boli. Spróbuj emocjonalnie, nawet delegując to agentom AI, mówić „tak” każdemu pomysłowi, który pojawi się w Twojej głowie. I żeby było jasne – sam wpadłem i pewnie jeszcze wpadnę w tę pułapkę. Kluczowe jest to, aby następnym razem zrobić co w Twojej mocy, aby znowu nie władować w tym samym dole.
A jak nie wierzysz, że takie życie byłoby koszmarem i torturą, polecam wrócić do starego filmu „Yes Man”, który przywołałem w śródtytule. Jest nadal aktualny.
✒️ ZZA KULIS
To wydanie wysłałem do Ciebie w dniu moich 35. urodzin. Od wielu lat wracam w tym dniu do tej myśli Leonarda DiCaprio, zapisanej dawno temu w jednym z dzienników:
Każdy kolejny poziom Twojego życia będzie wymagał innego Ciebie.
Jako osoba, mąż, biegacz, przedsiębiorca i twórca właśnie tę zmienność kocham w życiu z roku na rok bardziej. Takie podejście uznaję za jedną z moich super sił i wielokrotnie życie pokazało mi, że warto nadal ją rozwijać. Co serio świetne, gdy możesz spojrzeń w lustro 21 lutego i szczerze to przed sobą przyznać. Nie wiedząc, co będzie za rok i jaki w będę ja.

PS. Idealnym przykładem internetowych baniek i światów jest Reddit, gdzie za namową Słuchaczy wrzuciłem ostatnio opis mojego biurka i setupu w ramach odpowiedniego wątku. Do dziś nie mogę uwierzyć, że kilkanaście tysięcy osób interesuje to, co mam pod monitorem. A jednocześnie — dobrze ich mieć w moim Internecie! ;-)
Przechodzimy do Porady tygodnia oraz obfitych rekomendacji.
Porada tygodnia
Szybki dostęp do ustawień systemowych bieżącej aplikacji
Niektóre ustawienia aplikacji na iPhonie lub iPadzie, takie jak powiadomienia czy uprawnienia, dostępne są tylko w systemowych Ustawieniach. Aby je znaleźć, zwykle trzeba otworzyć aplikację Ustawienia, przejść do menu „Aplikacje” i odszukać odpowiednią pozycję, co bywa niewygodne. Możesz jednak ułatwić sobie ten dostęp, korzystając z gotowego skrótu. Dzięki temu niezależnie od tego, jaką aplikację masz otwartą, jednym dotknięciem przejdziesz do jej ustawień.
Jak to zrobić?
Pobierz skrót i zaimportuj go do aplikacji Skróty.
Otwórz Centrum Sterowania i przejdź do trybu edycji.
Dodaj narzędzie „Skrót” i wybierz z listy zaimportowany skrót.
Od teraz, kiedy naciśniesz ten przycisk w Centrum Sterowania, szybko otworzysz ustawienia aktualnie używanej aplikacji.
Na iPadzie wystarczy użyć skrótu CMD+, (przecinek), jak na macOS (o ile korzystasz z klawiatury zewnętrznej). Jeśli nie, to także przyda Ci się właśnie powyższy skrót.
PARTNEREM WYDANIA JEST
Jeżeli myślisz, że komputer w biznesie oznacza zawsze najwyższe konfiguracje sprzętów z dopiskiem Pro – warto zrewidować to myślenie i spojrzeć na obecne możliwości najlżejszych i najtańszych propozycji od Apple. O tym, jak sam zmieniłem to podejście, usłyszysz w ostanim odcinku podcastu „Bo czemu nie?”.
Na co ostatnio trafiłem?
🛋️ DO KAWY
Google ujawniło Willow → najpotężniejszy komputer kwantowy świata, zdolny rozwiązać zadanie, które klasycznym maszynom zajęłoby tryliony lat, co stanowi przełom w praktycznym wykorzystaniu przewagi kwantowej.
Twórca OpenClaw, Peter Steinberger, dołącza do OpenAI → co to oznacza?
Naukowcy opracowali metodę tworzenia niemal niezatapialnych konstrukcji morskich → używając aluminiowych rur wypełnionych specjalnymi wkładami z tworzywa.
To się dzieje za szybko → skoro już powstają kolejne teksty na temat tego, że zaczynamy „tęsknić za myśleniem”.
A może nie powinienem się dziwić, skoro zdaniem byłego szefa Google X problem nie leży w krzemie, ale w nas → „Wyzwanie, przed którym stoi ludzkość, to nie rozwój AI, ale rozwój AI w epoce, w której ludzka moralność sięgnęła dna” – mocne.
Fałszywi eksperci, sztuczne artykuły, kulawe treści → „Pozwać? Ale kogo mam pozwać – fikcyjną spółkę zarejestrowaną na Seszelach?” – to zdanie mówi wszystko, a ten długi artykuł pokazuje dobitnie skalę i zagrożenia cyfrowego świata postprawdy, w którym przyszło nam żyć.
Wikipedia obchodziła ostatnio swoje 25. urodziny → z tej okazji przygotowali warty uwagi interaktywny artykuł.
🎧 PODCASTY I KINO
Najbardziej lubię słuchać takich rozmów, w których główną osią narracji pozostaje człowiek → taka jest rozmowa z Beccą Farsace w podcaście Cortex. Becca opowiada o tym, jak odeszła z redakcji technologicznej The Verge i założyła swój własny kanał YouTube. Do bólu szczerze. Polecam słuchać bez przyspieszenia i dokładnie.
Załoga The Verge zastanawia się → czy Twoim następnym komputerem nie będzie czasem składany smartfon? Jestem bardzo ciekawy, czy po premierze iPhone’a Fold jesienią tego roku ta narracja nabierze wiatru w żagle, czy szybko o niej zapomnimy.
Pożegnanie chatbota i narodziny agenta → czym one się od siebie różnią? Krótko, zwięźle i na temat.
Jest nowy podcast nadawany z mojej ukochanej Północy! Na „Polarną Kawę” autorki zapraszają tych, którym w sercu gra Arktyka. → Rezydentka Longyearbyen Zuza Paradowska i dziennikarka Małgorzata Rosiak, założycielka portalu Halospitsbergen.pl, opowiadają o urokach życia na Spitsbergenie.
„Dla marki jesteś tylko cyferką” → prawda o biegowym sponsoringu.
Jeśli zastanawiasz się, dlaczego tak dużo złego mówi się ostatnio o Windows 11 i przyszłości tego systemu → obejrzyj do końca ten pogłębiony materiał Łukasza. Od razu odpowiem: to nie AI, to nie sci-fi, to same fakty… [WIDEO]
Szukasz mądrej, filmowej propozycji na weekend dla osób w każdym wieku? → W aplikacji TV od Apple możesz już wypożyczyć „Zootopię 2”. Polecam z całego serca. [FILM]
☕️ ZE ŚWIATA KAWY
W 50. odcinku podcastu „Kawa. Bo czemu nie?” można już posłuchać mojej relacji z tegorocznego Warsaw Coffee Festival 2026, do którego podszedłem zupełnie inaczej niż pozostałe podcasty gastronomiczne.
Dla mnie tego typu festiwale to przede wszystkim ludzie i ich historie – często ukryte pod splendorem najbardziej rozpoznawalnych na rynku graczy. To właśnie takich ukrytych, niepozornych biznesów, pasji i – jak się okazało – nierzadko miłości szukałem w miniony weekend na PGE Narodowym.
I znalazłem. Smacznego odbioru życzę!
🎙 MÓJ NAJNOWSZY PODCAST →
#433 – Apple w biznesie, czyli lekkie czasy →
#050 – Ludzie Warsaw Coffee Festival 2026 →
🗞️ POPRZEDNIE WYDANIE
Clive Thompson, „The Joy of Repairing Laptops”, dostępny w internecie: https://clivethompson.medium.com/the-joy-of-repairing-laptops-618e425a3910, 22.09.2022 r.
Marek Aureliusz, „Rozmyślania (do siebie samego)”, księga XII, aforyzm 4, str. 221, wyd. Czarna Owca, 2017 r.







